Po co mi dwa kierunki studiów?

poniedziałek, 22 lutego 2010 roku. 21:01

 

Przez cały semestr pytali o to wykładowcy, przyjaciele, panie w dziekanacie, mama, chłopak i brat. I żadne z nich nie potrafiło uwierzyć, tak do końca, że to wszystko po to, żeby poczuć się szczęśliwszą na własnej Uczelni.

 

Przez ostatnie trzy lata ja – humanistka z natury – walczyłam z logarytmami i pochodnymi, głęboko wierząc, że stopień specjalizacji moich studiów będzie wzrastał. Na trzecim roku studia zaczęły sprawiać mi prawdziwą przyjemność. Bo naprawdę lubię się uczyć rzeczy, które mnie ciekawią.

Jednak kiedy jeszcze przed obroną pracy licencjackiej przeglądałam ścieżki studiów dla drugiego stopnia, chwytałam się za głowę, myśląc „olaboga”. Kolejne starcie z ekonometrią, czy ekonomią matematyczną, z którymi przecież z poświęceniem już raz się mierzyłam, tylko po to by studiować to, co mnie naprawdę interesowało, nie mieściło mi się w głowie. Zaproponowane ścieżki pogrzebały moją nadzieję na specjalizację. W minionym semestrze miałam tylko jeden przedmiot związany z publicystyką lub public relations. A w kolejnych miesiącach wcale nie będzie w tej kwestii o wiele lepiej. Wybrałam ekonomię po raz kolejny, tylko po to, by podczas pisania pracy magisterskiej kontynuować pracę nad tematem rozpoczętym na licencjacie.

Niestety zaplanowano dla nas potężną dawkę przedmiotów teoretycznych, zapominając jak gdyby, że większość z nas (o ile jeszcze tego nie zaczęła) to właśnie teraz chciałaby się przygotować do pracy zawodowej. A tam, nieczęsto będziemy mogli wykazać się znajomością Modelu Solowa, czy obliczaniem kointegracji.

Gdybym zawierzyła zapewnieniom, że nasze specjalności doskonale uzupełnią przedmioty z grup do wyboru, pewnie czułabym się teraz zawiedzona. Bo ich liczba w stosunku do pierwszego stopnia została widocznie okrojona. Wiem, że w poprzednich latach zdarzało się, że studenci musieli zmieniać przedmiot, bo np. filozofią zainteresowanych było tylko kilka osób. Jednak nie należy brać tego za regułę. W zeszłym roku, tak bardzo chciałam mieć kulturoznawstwo, że udało mi się do niego przekonać pół mojej grupy – myślę, że większość nie żałowała tej decyzji. W tym roku nie miałam nawet specjalnie do czego ich nakłaniać. Uważam, że wybór, który dostaliśmy był pozorny. Wierzę, że w rzeczywistości wiele katedr miałoby nam do zaoferowania znacznie więcej niż jeden ciekawy przedmiot.

Jestem jednak uparta i postanowiłam znaleźć sposób, by studia dawały mi satysfakcję. We wrześniu dowiedziałam się jednak w dziekanacie, że o indywidualnym toku mogę zapomnieć. I od tego momentu mam poczucie, że nasza Uczelnia nie wierzy w to, że studenci biorą ITS (Indywidualny Tok Studiów), by robić więcej. Zakładając równocześnie, że jesteśmy leniwi i tylko chcemy kogoś oszukać.

Paradoksalnie właśnie wybór dwóch kierunków (i to bez ITS) daje możliwość rozwoju zgodnego z moimi oczekiwaniami. Mam więcej przedmiotów specjalistycznych, a dzięki temu, że wybrałam Politykę Społeczną nawet w kwestii teoretycznych podstaw mam zajęcia, których nie przerabialiśmy na pierwszym stopniu (bo to zupełnie nowy kierunek). Jestem szczęśliwsza, choć nadal mam wrażenie, że moją Uczelnię to szczęście często kłuje w oczy.

 

JUSTYNA SUCHECKA

arilyn@op.pl

 

 

 

 

Można wysłać do maksymalnie 3 osób. Adresy e-mail oddzielone ";"

Komentarze:

Brak komentarzy!
Twój może być pierwszy!